Nowe trendy…

Nowe trendy…

Japońska whisky nadal budzi żądze, jednak kto wie jak długo.
Ile jeszcze będziemy karmieni dobrą nowiną, że producenci uchyliliby nam nieba, ale z pustego i Salomon nie naleje.
Czy to prawda, czy tylko umiejętna, marketingowa gra na naszych emocjach, wiedzą tylko oni. 

Osobiście Japonię odstawiłem na bok, z przekonaniem że to produkt powinien walczyć o klienta a nie na odwrót, chyba że na horyzoncie pojawia się kolekcjonerska perełka. Wtedy dopuszczam zamianę ról.
Brak japońskiej whisky na rynku oraz dość niejasną jej definicję, szybko wykorzystały mądre umysły, zasypując rynek nowościami, rzekomo pochodzącymi z tego egzotycznego kraju.
Butelkowana w Japonii, to wystarczający wyznacznik, aby sprzedać ją jako “japanese whisky”. Czy jej zawartość rzeczywiście powstała i dojrzewała na wyspie, tego się prędko nie dowiemy.
Jak uczy nas historia, wielkie braki na rynku np. rye whiskey z 2010 roku, stworzyły próżnię, która szybko została wypełniana przeróżnymi wyrobami alternatywnymi, może i aromatycznymi, jednak wyglądającymi obco dla dotychczasowego konsumenta. Za przykład niech posłuży japoński spirytus ryżowy Shochu, który dojrzewający w beczkach dębowych, sprzedawany jest w USA jako whisky. Równie wiele whisky japońskich to zwykła szkocka, rozcieńczona japońską źródlaną wodą i przechowywana w japońskich magazynach.

Z tym większym zainteresowaniem podszedłem do whisky Kaiyo, w trzech wersjach, które ostatnio wyjąłem ze skrzynki pocztowej.
Nie znajdziemy na niej słowa Japanese whisky, jednak warto wyjaśnić czemu…
Otóż Kaiyo to niezależny japoński “bottler”, (nie lubię tego określenia, ale użyję go dla uciechy “geeków”), firma stworzona przez pana Watanabe, który wiele lat swojej kariery zawodowej spędził w koncernie Asahi. Jego kontakty pomogły mu w nabyciu z anonimowej destylarni tzw. “teaspooned” malt whisky. Określenie teaspooned oznacza, że do beczki z whisky dolano przysłowiową łyżeczkę od herbaty innej whisky przed sprzedażą, uniemożliwiając tym samym deklarowanie na etykiecie, że whisky pochodzi z konkretnej destylarni. Znamy przecież podobne zabiegi stosowane w Szkocji. Idźmy dalej — czemu na etykiecie brakuje określenia whisky japońska, zamiast tego pojawia się detal –  Mizunara Oak?
Wg informacji, którą otrzymałem, Kaiyo nie spędza pełnego okresu dojrzewania na lądzie. Największe oddziaływanie dębiny na spoczywającą w beczce whisky przypada na pierwsze lata. Potem jej wpływ zaczyna słabnąć.

Wspominając historię i doświadczenie z Kelt brandy, która spędziła w beczkach kilka miesięcy podczas podróży ze Szwecji do Chin, pan Watanabe postanowił uczynić to samo ze swoją whisky i załadował beczki na pokład. Targane oceanicznym niepokojem – wzburzonymi falami, rzucały zawartością po swych ściankach, wzmacniając interakcję i czyniąc samą beczkę bardziej aktywną,
Kaiyo dojrzewa częściowo na oceanie, nie należącym do terytorium Japonii, stąd na etykiecie nie pojawia się określenie whisky japońska.
Pragnąć uniknąć kontrowersji związanych z błędną, lub niepełną informacją na etykiecie, pozostawiono tylko napis “Kaiyo whisky — Japanese Mizunara Oak”.
Teaspooned whisky kupowana jest jako newmake, nalewana do beczek wykonanych z Mizunary i odstawiana do magazynów.

Patrząc na zdjęcie od lewej: podstawowa wersja Mizunara Oak, kolejna to wersja peated, obydwie niefiltrowane, butelkowane z mocą 46%, z prawej wersja Cask Strength, butelkowana z mocą 53%.
Czas pokaże jak one smakują.


Share via
92 Shares

Lubisz whisky?

Otrzymuj Najlepszy newsletter o whisky w Polsce.

Będziesz dostawał nie tylko HOT INFO ale także materiały ekskluzywne.

Dołącz do nas!

FreshMail.pl