The Glenrothes – nowy rozdział!

The Glenrothes - nowy rozdział!

Historia destylarni Glenrothes jest arcyciekawa. Na początku lat 70-tych XIX wieku powstały plany jej budowy, jednak zanim finalny projekt ujrzał światło dzienne, Anglię, a raczej jej system bankowy, dopadł wielki kryzys.

Szansa na sfinansowanie destylarni z pewnością oddaliłaby się na długie lata, gdyby nie „ o ironio” pomoc lokalnego kościoła prezbiteriańskiego i kwota 600 funtów, którą udało się zebrać na ratowanie przedsięwzięcia. Pożary destylarni na przełomie XIX i XX wieku dewastują ją. Jeden z nich, spowodowany przez pracownika destylarni, który niechcący przewrócił świeczkę podczas naprawy beczek, niszczy niemalże cały zapas dojrzewającego  w magazynie alkoholu. Całe miasteczko przybywa nie tyle z pomocą, co z przeróżnymi pojemnikami, aby napełnić je spływającą ulicami miasta Rothes whisky. Według naocznych świadków, następnego dnia można było zauważyć na okolicznych polach krowy, mające kłopot z utrzymaniem równowagi. W latach wielkiej prosperity dla branży whisky, destylarnia rozbudowuje się, zwiększając liczbę alembików z czterech do sześciu. I oczywiście nie można w takim działaniu dopatrzeć się czegoś niezrozumiałego.

Jednak kolejna rozbudowa  z sześciu do ośmiu i z ośmiu do dziesięciu ma miejsce w latach 80-tych, kiedy cała branża wygaszała kotły destylacyjne, ograniczała produkcję, czy wręcz plajtowała.

Destylat pochodzący z Glenrothes bardzo szybko zyskał wyjątkową renomę pośród firm blendujących, które właśnie ten, obok destylatu Macallan i Glenlivet, zaliczyły do „ Top 3”, ze względu na swój delikatny, czysty, owocowy charakter.  A wszystko to za sprawą powolnej destylacji, wysokich kotłów destylacyjnych, wyposażonych w tzw. „ boil bulbs”- które zwiększają zjawisko refluksu, czyniąc finalny produkt niezwykle delikatnym.

Mimo tak długiej historii, przez ponad 100 lat od założenia destylarni, whisky Glenrothes spotkać można było tylko w whisky mieszanych, tak wszystkim znanych i cenionych, jak chociażby Cutty Sark. Co prawda, w 1987 roku pojawiła się na rynku wersja 12 yo, jednak destylarnia bardzo szybko wycofała się z projektu, decydując się na kierunek, znajdujący się poza wyznaczanymi wówczas trendami. W latach 90-tych rozpoczęto butelkowanie whisky Glenrothes bez oznaczania wieku na etykiecie, bazując na wersjach Vintages, butelkowanych z destylatów konkretnego rocznika.

Rok 2018 przyniósł kolejne zmiany, stojące w opozycji do trendów. Większość destylarni, tłumacząc to olbrzymim boomem, zwiększoną konsumpcją i wysychającymi zapasami, zaczęła oferować do sprzedaży edycje no age statement (bez określenia wieku), które dają możliwość butelkowania coraz młodszego destylatu. Glenrothes dla odmiany, rezygnując z serii Vintages, wprowadził na rynek whisky z wiekiem na etykiecie: 10, 12, 18 i 25 yo. Wyjątek stanowi Makers Cut, butelkowana z wyższą mocą i pochodząca wyłącznie z beczek 1st fill sherry.

Zresztą cała nowa linia, zwana Soleo, której nazwa nawiązuje do tradycyjnej metody suszenia winogron na słońcu, postawiła na beczki po sherry, a kolor etykiet  każdej z wersji wiekowych nawiązuje do koloru winogron, który zyskują z biegiem czasu, wygrzewając się na słońcu. W lutym tego roku, cała kolekcję uzupełni najstarsza z nich, Glenrothes 40 yo.

Charakterystyczne pękate, apteczne butelki, a w nich zatopione aromaty gruszki, melona, owoców cytrusowych, imbiru, cynamonu, wanilii, ziaren kolendry, a nawet czekolady o smaku słonego karmelu.

Z pewnością jest w czym wybierać.