Single malt a single cask whisky!

Single malt a single cask whisky!

Różnica między tymi dwoma kategoriami jest często niezrozumiała, szczególnie dla osób, rozpoczynających swoją przygodę z whisky. Zatem tytułem wyjaśnienia: single malt whisky jest zdefiniowana jako ta, która wyprodukowana została przez konkretną, pojedynczą destylarnię, a doprecyzowując: przez miedziane kotły destylacyjne (alembiki)  w niej zainstalowane.

Z reguły jest mieszanką wielu beczek, spoczywających w magazynach tej destylarni, w celu zachowania odpowiedniej ciągłości i niezmienności w jej profilu aromatyczno-kolorystycznym.

Wiadomo przecież, że każda z beczek ma inną strukturę i w nieco inny sposób oddziałuje na dojrzewający w niej destylat. Wynikiem tego, mimo podobnego, a nawet identycznego wieku, każda beczka będzie się między sobą różnić.

Zabieg taki sprawia, że klient przyzwyczajony do danej marki, bez względu na to, czy kupuje butelkę dziś, czy kupił ją rok temu, odnajdzie w niej to, do czego się przyzwyczaił.

Dodatkowo, skoro single malt jest mieszanką wielu beczek, wiek na etykiecie odzwierciedla wiek najmłodszej z nich. Whisky takie, produkowane w bardzo dużych ilościach, z reguły rozcieńczane są przed zabutelkowaniem do mocy gdzieś pomiędzy 40-43 % i bardzo często filtrowane, a wiadomo, że skoro zawsze coś na filtrze zostaje, finalny produkt można traktować, jako nieco zubożony.

Jeśli chodzi o single cask, jest to whisky pochodząca tylko z jednej beczki, nie mieszana z żadną inną.

Będąc ograniczoną ilościowo do wielkości konkretnej beczki, edycja taka będzie zawsze mocno limitowaną, a łączna liczba butelek uzależniona jest wyłącznie od rozmiarów beczki.

Szerszą ofertę gwarantuje duża, 500 litrowa beczka po Sherry, dużo węższą 200 litrowa beczka po Burbonie.

Whisky single cask nie rozcieńcza się wodą do niższej mocy, ani nie filtruje, oferując ją  z naturalną mocą beczki ( cask strength), co dla wielu kolekcjonerów czy fanatyków tego trunku jest najczystszą z możliwych form, formą stworzoną przez „matkę naturę” bez ingerencji z zewnątrz.

Bardzo często każda z butelek jest numerowana, a na etykiecie widnieją dodatkowe szczegóły, jak data destylacji czy rodzaj beczki, w której whisky dojrzewała.

W trakcie procesu maturacji, wewnątrz beczki zachodzą tajemnicze procesy, a im więcej lat whisky spędzi w beczce, tym interakcja pomiędzy destylatem a dębiną przybiera na sile.

Ważną, a dla wielu najważniejszą wręcz informacją dotyczącą whisky single cask jest nie tylko rodzaj beczki, ale i to, który raz była ona napełniana destylatem. Pierwsze napełnienie, zwane 1st fill ma największy wpływ zarówno na kolor, jak i na paletę aromatów. Każde kolejne oddziałuje na przechowywany destylat, jak kolejne parzenie herbaty z jednej i tej samej saszetki.

Warto też pamiętać, że  w wilgotnym i chłodnym klimacie szkockim, moc alkoholu w beczce spada, a jednocześnie co roku, pomiędzy 1-2% zawartości odparowuje, czyniąc nieodwracalne straty dla destylarni, za to prezent dla aniołów. Innymi słowy, im whisky starsza, tym jej moc będzie słabnąć, choć zdarzają się wyjątki, gdy whisky dojrzewa w suchym, gorącym klimacie.

Ponieważ jakość takiej whisky zależy od wielu czynników, od rodzaju jęczmienia, długości fermentacji, destylacji, rodzaju beczki oraz gatunku dębiny (dąb amerykański, hiszpański itd.), nigdy do końca nie będziemy pewni na co możemy trafić.

Z drugiej strony, degustując single cask, doświadczamy prawdziwie unikalnych doznań, innych od wszystkich, które dotychczas spotkaliśmy na swej drodze.

Kupując butelkę whisky single cask, nie kupujemy tylko jej zawartości, ale wynikową tych wszystkich czynników połączonych razem, które sprawiają, że jest ona unikatowa i nie do podrobienia.

Mając to wszystko na uwadze, zdecydowałem się na zakup własnej beczki. Ponieważ pośpiech jest złym doradcą, a beczki potrafią być lepsze i gorsze, sporo czasu minęło, zanim znalazłem to, czego szukałem. Beczka z jednej z najbardziej prestiżowych i wysoce cenionych destylarni, która od sześciu pokoleń jest w rękach jednej i tej samej rodziny Grant, czyli destylarni Glenfarclas. Ceniona jest z wielu powodów, za to, że od 1865 roku zarządzają nią członkowie tej samej rodziny, że jako jedna z niewielu nadal stosuje metodę bezpośredniego podgrzewania alembików (co skutkuje bardziej zbudowanym, solidnym, pełnym aromatów destylatem), a także mimo dużo wyższych cen, używaniem do maturacji tylko beczek po Sherry (choć gdzieniegdzie w magazynach można trafić na beczkę po Porto).

Nie będę ukrywał, że w proces poszukiwania tej jednej, jedynej beczki, bardzo zaangażował się sam właściciel – George Grant, który lepiej niż ktokolwiek inny widział, gdzie warto zatrzymać się na dłużej, przeczesując magazyny destylarni. Wreszcie odnaleźliśmy dwie siostrzane beczki o numerach 465 i 466, podobne do siebie charakterem jak siostry bliźniaczki.

Próbki tych właśnie dwóch zabrałem ze sobą, aby w zaciszu domowym, bez stresu i pośpiechu podjąć decyzję.

Jak w każdym pojedynku, zwycięzca mógł być tylko jeden i została nim:

Beczka typu hogshead, 1st fill Sherry Oloroso o numerze #466, z której udało się zabutelkować 335 sztuk.

Każda z butelek jest ręcznie numerowana, każda zamknięta w solidnym, drewnianym opakowaniu, każda zawierająca eliksir, destylowany 11 lat temu, w 2008 roku.

Nie jestem zwolennikiem narzucania czy sugerowania aromatów i smaków, które możemy w whisky odnaleźć, każdy powinien ją doświadczyć na własny sposób. Wiem tylko jedno, urzekła mnie od samego początku i zauroczenie nią nadal trwa. Mam nadzieję, że podobnie oceni ją 300 miłośników whisky Glenfarclas, którzy zdecydują się na jej zakup.