Słodyczą płynąca whisky! – Santis Malt

Słodyczą płynąca whisky

Słodycz to jeden z elementów, który jakże często pojawia się w opisach aromatów i smaków whisky. Pachnie miodem, palonym cukrem, bananem czy innymi dojrzałymi owocami o wysokiej zawartości cukru, czekoladą a także toffi.

Słodyczą płynąca whisky!

I choć cały cukier podczas fermentacji jest skrupulatnie przerabiany przez drożdże na CO2 i alkohol, często jego ślady staramy się odkryć w naszej whisky.

Bo jeśli nie słodka, jeśli pełna goryczki na finiszu, to trudniej przekonać się do niej.

Ten ponadnormatywny, mocno dębowy, a czasami wręcz gorzkawy posmak można przypisać jakości beczki. Wiadomo, że dębowa ma długą żywotność, że nie tak prosto doczekać się jej bezużyteczności.

Może działać nie tylko latami, ale i dekadami, służąc jako pojemnik kilku pokoleniom.

Jednak z biegiem lat staje się coraz bardziej wysłużona, zmęczona, pozbawiona atutów, które miała w młodości.

Nawet najlepszej jakości destylat straci na jakości.

Nawet najlepszej jakości destylat straci na jakości, nalany do takiej beczki, ale i wysokiej jakości, młoda beczka nie uzdrowi i nie sprawi cudu, przechowując destylat nędznej jakości.

Wracając do słodyczy, jednym ze sposobów wyostrzenia słodkich aromatów w finalnej whisky, jest przechowywanie jej lub finiszowanie w beczkach, w których uprzednio przechowywano wypełniony słodkimi akcentami alkohol.

Limitowana, szósta edycja whisky Santis o nazwie Snow White to jeden z przykładów słodyczy, zarówno w aromacie, jak i na języku.

Ale zanim o tej, konkretnej edycji, trochę historii, którą poznałem osobiście, z pierwszej ręki, odwiedzając Karla Lochera i jego destylarnię latem ubiegłego roku.  Zaczyna się ona w 1886, kiedy rodzina Locher przejęła funkcjonujący tam browar i rozpoczęła produkcję pod nową nazwą Brauerei Locher AG.

Rzecz działa się w urokliwym szwajcarskim kantonie Appenzell. Do transportowania piwa używano małych 30 litrowych beczek, które jednak wcześniej zabezpieczano od wewnątrz lepikiem, aby piwo nie przedostało się do dębiny. W trakcie transportu zdarzało się często jednak, że lepik pękał, wykruszał się, a piwo odnajdywało  drogę do dębowych klepek, nasycając je swoim smakiem.

Kiedy w 1999 roku wprowadzono w Szwajcarii nowe przepisy, umożliwiające destylację alkoholu z ziaren zbóż, rodzina Locher postanowiła rozszerzyć swą działalność o produkcję whisky. W magazynach browaru znajdowało się mnóstwo beczek po piwie, niektóre z nich pamiętające jeszcze XIX wiek i od tych, po odrestaurowaniu, destylarnia zaczęła, napełniając je świeżo przedestylowanym alkoholem.

piwo chroniono lepikiem przed kontaktem z dębiną

O dziwo okazało się, że o ile piwo chroniono lepikiem przed kontaktem z dębiną, o tyle jego przypadkowa obecność w klepkach starych beczek stała się zbawienna, a whisky zyskała interesujący, niespotykany dotychczas aromat.

Wiadomo jednak, że liczba takich beczek, wciąż sprawnych, mimo że wiekowych, była ograniczona, zatem właściciele rozpoczęli proces skupu wszystkich, które jeszcze zalegały w magazynach nie tylko okolicznych browarów, ale także w browarach sąsiedniej Austrii.

Właśnie w takich beczkach po piwie rozpoczęła swój żywot wersja Snow White, wydawana od 2013 raz w roku. Z tym, że każda z nich finiszowana jest w beczce po innym alkoholu.

Wersja numer 6 początkowe pięć lat spędziła w małych beczkach po piwie, by na kolejny rok zostać przetransportowana do beczki wykonanej z francuskiego dębu, w którym przechowywano likier pomarańczowy na bazie koniaku. I właśnie w niej, tak łatwo uchwycić jest słodycz, już od pierwszych chwil, gdy tylko uwolnimy „dżina” z butelki, co z angielskiego powinno zabrzmieć: „to let the genie out of the bottle”.

To oczywiście jeden ze sposobów. Kolejnym jest zeszłoroczna, limitowana edycja Santis, zabutelkowana na potrzeby festiwalu Whisky Live Warsaw.

Tu też mieliśmy do czynienia z początkową, pięcioletnią maturacją w beczkach po piwie, z tym, że do  produkcji tej whisky wykorzystano dymny słód jęczmienny, który dodatkowo „ okopcono”  w specjalnym piecu dymem, pochodzącym ze spalania drewnianych chipsów  z drzewa bukowego i jabłoni.

Na roczny okres finiszowania wybrano tym razem, a właściwie ja osobiście wybrałem beczkę po słodkim, włoskim, świętym winie zwanym Vin Santo, pitym wg legend od XV wieku. Pierwszy raz nazwa ta padła podczas Rady Ekumenicznej odbywającej się we Florencji.

słodka whisky, butelkowana z wyjątkową mocą

To doprawdy słodka whisky, butelkowana z wyjątkową mocą, która łechce nasze podniebienia nie tylko słodyczą, ale lekkim aromatem grilla i suszonych śliwek.

Na koniec słodycz z destylarni Santislikier tworzony na bazie śliwek. W przeciwieństwie do wielu likierów dostępnych na rynku, jego bazę stanowi trzyletnia whisky single malt Sigel, która nasycana jest ekstraktem z dojrzałych, słodzonych śliwek.

Wszystkie trzy to bez wątpienia słodkie trunki, w których słodycz dominuje, a dodatkowo gęsta konsystencja przypominająca syrop, skutecznie okala nasze kubki smakowe, pozostając niezwykle długo aktywna.

Miłośnikom słodkości gorąco polecam!